poniedziałek, 16 września 2013

Vichy Normaderm !

Ten żel nie był najlepszym zakupem dla mojej cery. Jak większość wie mam cerę naczynkową i cera naczynkowa nie powinna używać żeli do mycia twarzy tylko delikatne mleczka lub płyny micelarne. Daaaaawno temu zachwalała ten żel w swoich filmikach Katosu i stwierdziłam, że muszę go przetestować! Po prostu muszę skoro jest taki świetny. W tamtym czasie jakoś zapomniałam, że żele nie są dla mnie(  żaden jeszcze się nie sprawdził), albo po prostu nie chciałam o tym pamiętać skoro w Super Pharm nadarzyła się taka rewelacyjna promocja! z 69,99 przeceniony na 34,99zł za 400ml. Bez zastanowienia wzięłam produkt do koszyka i jak najszybciej udałam się do kasy.
Jak widzicie żel przeznaczony jest do cery wrażliwej i faktycznie jej nie podrażnia.

U mnie w zupełności nie sprawdził się tylko dlatego, że wysuszał moją skórę, ale każdy żel to robi.
Reszta to same plusy:
- przyjemny, świeży zapach
- w kontakcie z wodą świetnie rozprowadza się po skórze i daje uczucie odświeżenia i czystości
-rewelacyjnie zmywa makijaż i jak miałam lenia to zmywałam nim nawet makijaż oka i sprawdził się super! Mimo, że na opakowaniu jest napisane, żeby omijać okolice oczu, ale co tam:P
-gęsty, dobrze się pieni co ułatwia mycie
- wydajność? szalenie wydajny! mimo, że cena jest wysoka to jest wart tej ceny przez to, że starcza naprawdę na długo.
- posiada pompkę! Czy wszystkie kosmetyki nie mogłyby mieć pompki? Dzięki niej jest bardzo wygodny w użyciu :)

Po jakimś czasie stosowania powiedziałam chłopakowi, żeby on z niego korzystał, bo na mnie jednak dobrze nie działa a on ma cerę mieszaną. Co jakiś czas pojawiają się u niego na twarzy zaskórniki. Dzisiaj zdawał mi relacje na temat tego żelu i w żaden sposób nie wpłynął na jego cerę. Zaskórniki jak były tak dalej pojawiają się co jakiś czas.

Jeżeli posiadasz cerę tłustą lub mieszaną to polecam Ci ten żel. Bardzo żałuję, że nie nadaje się do mojej cery, ponieważ używałam go z wielką przyjemnością.

Używałyście tego żelu? Co o nim sądzicie?

XOXO  :*

środa, 11 września 2013

SLS, SLES i parabeny! czy oby na pewno są takie złe?

Kochane jak wiecie studiuję kosmetologię. Na mojej uczelni wykładają na prawdę świetni doktorzy i profesorowie, których z ogromną przyjemnością słucham i staram się chłonąć wszystko co mówią.
Wykładają na znanych targach Beauty Forum (najbliższe 28września w Warszawie), większość artykułów w czasopismach kosmetologicznych i internecie napisali właśnie oni. 
Chciałabym Wam dzisiaj opisać kilka mitów i faktów dotyczących tej dziedziny, które znalazłam na stronie prowadzonej właśnie przez nich.

Zacznę od słynnych SLS'ów i SLES'ów o których jest głośno.

Co to w ogóle jest?
SLS (Sodium Lauryl Sulfate) i SLES (Sodium Laureth Sulfate) to tzw. substancje powierzchniowo czynne, o właściwościach myjących, pianotwórczych i emulgujących. Ułatwiają mieszanie się wody z substancjami tłuszczowymi i brudem. Dzięki temu zanieczyszczenia mogą być łatwo spłukane z powierzchni skóry lub włosów.

Czy SLS i SLES stosowane w kosmetykach są bezpieczne?
Tak. Sodium Lauryl Sulfate (SLS) ma działanie drażniące skórę i oczy. Jednak efekt drażnienia występuje w przypadku stosowania roztworu czystego SLS (bez obecności innych substancji) w wysokich stężeniach i przy długotrwałym kontakcie ze skórą. W kosmetykach nigdy nie stosuje się takich układów. Jeśli oprócz SLS kosmetyk zawiera inne, łagodne substancje myjące, działanie drażniące nie występuje. Są również inne składniki, które poprawiają własności dermatologiczne preparatów opartych na SLS, na przykład: hydrolizaty protein, niektóre polimery, pantenol. Dlatego mimo działania drażniącego samej substancji, kosmetyki zawierające SLS takiego działania już nie mają.
Czy SLS lub  SLES są rakotwórcze?
Nie. Na wielu stronach internetowych, w tym forach dyskusyjnych i blogach można znaleźć informację, że Sodium Lauryl Sulfate (SLS) i Sodium Laureth Sulfate (SLES) są rakotwórcze. Ta nieprawdziwa informacja jest przykładem „mitu kosmetycznego”.

Parabeny
Parabeny to ogólne określenie grupy związków obejmującej pochodne kwasu p-hydroksybenzoesowego. W kosmetykach najczęściej stosowane są (nazwy podano zgodnie z nazewnictwem INCI): Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Isopropylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben, Potassium Methylparaben, Potassium Ethylparaben, Potassium Propylparaben, Potassium Butylparaben, Sodium Methylparaben, Sodium Ethylparaben, Sodium Propylparaben, Sodium Isopropylparaben, Sodium Butylparaben i Sodium Isobutylparaben.

Warto wiedzieć: Niektóre parabeny występują w naturze! Na przykład metyloparaben występuje w borówce amerykańskiej.
Parabeny to konserwanty - w kosmetykach hamują rozwój drobnoustrojów pochodzących między innymi z naszej skóry czy z powietrza. Zabezpieczają kosmetyk przed rozwojem mikroorganizmów - również tych chorobotwórczych, jak gronkowiec złocisty, czy pałeczki ropy błękitnej.

Czy parabeny są bezpieczne?
Tak. Są to jedne z najlepiej zbadanych pod względem bezpieczeństwa konserwantów. Są bardzo dobrze tolerowane przez skórę - nie mają właściwości drażniących ani uczulających.
Niektóre badania sugerują związek stosowania parabenów w kosmetykach z występowaniem raka piersi i zaburzaniem gospodarki hormonalnej. Istnieje też wiele badań wykluczających takie zalezności. Biorąc pod uwagę cały aktualny stan wiedzy, przede wszystkim rzetelną i wiarygodną analizę i interpretację wyników badań naukowych, nie ma podstaw do obaw przed stosowaniem kosmetyków zawierających parabeny.

Parabeny w kosmetykach stosowane w okolicach pach
Związek stosowania parabenów w kosmetykach używanych w okolicach pach (np. dezodorantach, antyperspirantach) z występowaniem raka piersi został definitywnie wykluczony.
Autorzy niektórych badań i raportów sugerowali, że parabeny w kosmetykach stosowanych w okolicach pach mogą być przyczyną raka piersi. W roku 2003 i w latach kolejnych pojawił się szereg publikacji Dr Philippy Darbre, której zespół zidentyfikował śladowe ilości parabenów w tkance nowotworowej pobranej z piersi. Na podstawie tych badań media rozpowszechniły teorię o rzekomym związku antyperspirantów z rakiem piersi.
Badania przeprowadzone później na dużej populacji wykazały brak związku pomiędzy występowaniem raka piersi a stosowaniem antyperspirantów.
Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na fakt, że parabeny bardzo rzadko występują w preparatach stosowanych w okolicach pach. Kosmetyki te ze względu na niskie pH (antyperspiranty) lub zawartość alkoholu (dezodoranty) bardzo rzadko zawierają parabeny.
Obecnie teoria na temat związku występowania raka piersi ze stosowaniem antyperspirantów traktowana jest jak mit.

Parabeny są wobec tego bezpieczne dla zdrowia? 
  Kosmetyki, które pojawiają się na rynku muszą być bezpieczne. Parabeny, jako konserwanty, mogą oczywiście powodować alergie. Ale alergie mogą wywoływać inne konserwanty i inne składniki kosmetyków. Np. te, które zastępują parabeny w produktach "paraben free". Radziłabym czytać etykiety i się zastanowić, jaki składnik mają w zamian. Zamiast parabenów, o umiarkowanym ryzyku wystąpienia alergii, zastosowany będzie środek z grupy donorów formaldehydu, który powoduje dużo większe ryzyko wystąpienia uczuleń. 

Wiele z Was pewnie tym zanudziłam, ale mam nadzieję, że chociaż kilka z Was to zaciekawiło :)


Osoby które śledzą mnie na facebooku (klik) już o tym wiedzą, ale na zakończenie chciałabym Wam powiedzieć, że zaczynam kurację przeciw nadmiernemu wypadaniu włosów ampułkami Placentinol. Jestem ciekawa czy używałyście ich i czy Wam pomogły? Dajcie koniecznie znać jeśli używałyście innych produktów na wypadanie włosów, bo jeśli to nie pomoże będę musiała szukać czegoś innego! 

Całuję Was mocno i gratuluję wszystkim, które dotrwały do końca!:* 

poniedziałek, 9 września 2013

Mleczko Yves Rocher Hydra Vegal

Jak wiecie do zmywania makijażu zazwyczaj wybieram mleczka. Mam cerę wrażliwą, naczynkową dlatego ukojenie dają jej tylko te produkty do demakijażu. Testowałam wiele płynów micelarnych z których byłam zadowolona, jednak zazwyczaj preferuję mleczka, które są tłuste, dlatego z ogromną łatwością zmywają tłuste maskary. Jakiś czas temu skusiłam się w końcu na zakup produktu Yves Rocher. Nigdy nie zachodziłam do tego sklepu i w ogóle nawet mnie nie korciło, żeby tam zajść, a to bardzo dziwne! 
Pcham się wszędzie gdzie są kosmetyki!:D Wszystkiego muszę dotknąć i powąchać. 
Skończyły się  wszystkie moje mleczka w domu a na wystawie sklepu zaprezentowana była właśnie ta seria kosmetyków pielęgnacyjnych, na które była jeszcze promocja.
Wybrałam na spróbowanie nawilżające mleczko Yves Rocher Hydra Vegetal. 
Jestem jego fanką od pierwszego użycia. 
Jak dla mnie ma same plusy!
-rewelacyjnie zmywa makijaż
-absolutnie nie pieką mnie przez niego oczy, a przyznam, że większość kosmetyków powoduje u mnie pieczenie
-koi podrażnienia, świetnie działa na moje naczynka
-nie uczula
-nie zapycha
-nie zostawia filmu na skórze, chociaż osoby, które nie przepadają za mleczkami mają wrażenie, że każde mleczko zostawia film. Osobiście mi to nie przeszkadza w innych mleczkach, bo przecież po każdym mleczku należy przetrzeć twarz tonikiem!! koniecznie należy użyć toniku, aby przywrócić pH skóry i dopiero wtedy możemy aplikować krem. Pamiętajcie! :)
Zapach: świeży i przyjemny.
Cena: 29 zł, ale ja kupiłam na promocji 19,90 zł. Uważam, że cena regularna to zdecydowanie za dużo. 

Skład:
Co prawda w składzie na drugim miejscu jest parafina, ale w ogóle mi to nie przeszkadza! :P
Ethylhexyl Cocoate - emolient tłusty, działanie nawilżające
Coco-caprylate/caprate - emolient tłusty, działanie nawilżające
Sorbitan Stearate - emulgator w/o, składnik umożliwiający powstanie emulsji (przykładem emulsji jest właśnie mleczko)
Ceteth-20 - substancja myjąca, usuwa zanieczyszczenia
Propylene Glycol - substancja nawilżająca
Cetyl Alcohol - emolient tłusty, substancja nawilżająca
Allantoin - działa przeciwzapalnie i łagodzi podrażnienia
reszta to substancje konserwujące, regulatory pH, substancje zapachowe

Jeżeli jesteście zainteresowane kosmetykami tej firmy zachęcam Was do założenia karty stałego klienta. Założyłam ją podczas moich pierwszych zakupów i przez to dostałam próbki ich kosmetyków, torbę na zakupy, zniżkę 40% na okres 2 miesięcy na ich kosmetyki  oraz przy następnych zakupach powyżej 6,90zł dostanę maskarę gratis. 

Przyznam, że bardzo zachęcają do zakupów swoich kosmetyków, ale wydaje mi się, że będę kupowała ich produkty wyłącznie na promocjach.

Używałyście tego mleczka? A może jesteście zadowolone z innego produktu tej firmy, który możecie mi polecić? Muszę przecież wykorzystać moją zniżkę póki jeszcze mogę :D

Całuję Was mocno i  życzę Wam miłego dnia! :)

niedziela, 8 września 2013

kremy do rąk Balea

Co prawda kosmetyki Balea dostałam zaledwie kilka dni temu, po prostu nie mogę się powstrzymać, żeby nie zdać Wam relacji z ich używania. Dzisiaj chciałabym Wam powiedzieć o kremach do rąk, ponieważ ich używałam najczęściej z tej całej paczki Balea. 
Zamówiłam dwa kremy. Jeden jagodowy w opakowaniu z pompką, który kupiłam z myślą o łazience. Postawiłam go obok dyfuzora z mydłem. Każdy kto u mnie jest może skorzystać z niego po umyciu rąk i również dla mnie jest to bardzo wygodne, bo po każdym umyciu rąk aplikuję go na dłonie
Drugi krem to wersja w tubce, kupiłam go z myślą o torebce, żeby mieć go zawsze przy sobie. Krem zawiera 5% mocznika, który ubóstwiam w kremach do rąk i stóp! Na prawdę dziewczyny jeśli chcecie mieć dobrze nawilżający krem to poszukajcie kremu z mocznikiem. Najwięcej mocznika zawierają zazwyczaj kremy do stóp i takich właśnie używam w zimę, bo tylko one sobie radzą z moją silnie przesuszoną skórą rąk.
Pierwszy na tapetę bierzemy krem w tubce z mocznikiem. Powiem Wam szczerze, że jestem nim zachwycona! 
Krem zamknięty jest w pięknej miękkiej tubce ( zresztą wszystkie kosmetyki balea wyglądają cudnie). Ma ogromny plus za to, że tubka nie jest odkręcana tylko otwierana/zamykana na "klik".
Konsystencja: nie za lekka nie za tłusta - idealna! Bardzo dobrze rozprowadza się po skórze i szybko się wchłania pozostawiając dłonie nawilżone i aksamitnie gładkie. 
Działanie: Jak już wspomniałam krem świetnie nawilża dzięki zawartości mocznika oraz masła shea. 
Skład: 
 INCI: Aqua, Ethylhexyl Stearate (emolient tłusty-tworzy film),Urea (mocznik/subst. nawilżająca, zmiękcza wartwę rogową), Glycerin (subst. nawilżająca), Cetearyl Alcohol (emolient tłusty-tworzy film), Dicaprylyl Ether (emolient suchy - tworzy film), Butyrospermum Parkii Butter  (masło shea/ emolient tłusty - tworzy film), reszta składników to substancję konserwujące i składniki kompozycji zapachowej. 

UREA - MOCZNIK
Hydrofilowa substancja nawilżająca, mająca zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka. Działa keratoplastycznie (zmiękcza warstwę rogową), a w wyższych stężeniach działa keratolitycznie (złuszcza zrogowaciały naskórek). Mocznik stosowany jest głównie w balsamach do pielęgnacji skóry suchej, przesuszonej, a w wyższych stężeniach np. do zrogowaciałej skóry stóp

Nie mogę nie wspomnieć o zapachu! Jest na prawdę przepiękny, nie wiem nawet co przypomina. Jest delikatny i przyjemny! absolutnie niechemiczny :) 
Co prawda producent zapewnia nas, że krem nawilża skórę na 24h, ale niestety nie da się tego sprawdzić, ponieważ w ciągu dnia myjemy ręce i mydło wszystko z nas zmywa. Może i nawilżenie by było gdybyśmy przez 24h nie myli rąk :D

Kolejny krem nie zawiera już mocznika i nie jestem już nim tak bardzo zachwycona jak poprzednim. Napiszę o nim tylko w skrócie, bo nie chcę, żeby ten post był bardzo długi. Konsystencja lekka (przecież jest to balsam) a zapach również piękny i słodki. Krem nawilża, ale przeznaczony jest zdecydowanie dla osób, które nie mają bardzo suchej skóry. U mnie z pewnością nie sprawdzi się w zimie, ponieważ wtedy moje dłonie potrzebują dużego nawilżenia.
Wyobraźcie sobie jakbyście smarowały dłonie zwykłym balsamem do ciała. Moim zdaniem nawilżenie rąk wtedy nie jest zadowalające :)
Skład nie jest już tak dobry jak w przypadku kremu z mocznikiem. 

Używałyście te kosmetyki? Co o nich sądzicie? 
Ja zdecydowanie nie kupię drugi raz balsamu do rąk tylko krem z mocznikiem:)

piątek, 6 września 2013

IWOSTIN Capillin - cera naczynkowa

Nie wiem czy wśród Was jest osoba, która tak jak ja posiada cerę naczynkową. Jest to moje utrapienie i obiecałam sobie, że w tym roku już na pewno pójdę na laserowe zamykanie naczynek. Muszę niestety czekać na jesień/zimę, bo wtedy najlepiej zrobić ten zabieg. Długo zastanawiałam się czy warto, bo jak wiadomo nie jest to zabieg na całe życie tylko te naczynka znowu po jakimś czasie rozszerzą się (pamiętajcie rozszerzą a nie pękną! naczynka nie pękają tylko rozszerzają się:D - takie moje zboczenie ze studiów. Jest wiele takich przykładów gdzie źle wypowiadamy się, np. rozszerzone pory. W kosmetologii nie ma porów! Jakby to moi wykładowcy powiedzieli "Pory są w warzywniaku a nie kosmetologii". "Pory" to rozszerzone ujścia mieszków włosowych. Jest to bardzo niepoprawna nazwa wszędzie używana. Nawet reklamy kosmetyków używają tego potocznego słowa, ale robią błąd.)

Wróćmy do kremu, bo trochę zboczyłam z tematu. Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję wzmacniającego kremu na naczynka IWOSTIN CAPILLIN. Została mi już końcówka kremu i na pewno kupię kolejne opakowanie, bo jestem z niego bardzo zadowolona. Długo szukałam idealnego kremu do twarzy. Przy cerze naczynkowej bardzo ważna jest odpowienia pielęgnacja, żeby te naczynka bardziej nie rozszerzały się. Na jednym policzku mam już naprawdę spory rumień, który kamufluję podkładem z Revlon'u chociaż i tak po czasie przebija się nawet przez tak dobrze kryjący podkład. 
Przy cerze naczynkowej należy pamiętać, żeby unikać słońca - ja niestety tego nie robię, bo uwielbiam opalać się i jeśli mogę łapię każde promienie słońca. Przestałam spożywać ostre potrawy, korzystać z sauny, staram się jak najrzadziej pić wino. To wszystko wpływa na naczynka. 
Opakowanie: miękka tubka zawierająca 40ml kremu, na szczęście nie jest odkręcana tylko zamykana na zatrzask. 


Krem bezzapachowy o lekkiej konsystencji i zielonym kolorze, którego oczywiście nie widać na skórze. Rozprowadza się przyjemnie, nie klei się i śmiało można stosować go pod makijaż. 
Jest bardzo wydajny, przez lekką konsystencję nie musimy go dużo nakładać.
Co prawda nie wydaje mi się, żeby maskował naczynka, ale może dlatego, że na jednym policzku mam zbyt duży rumień. Na pewno uszczelnia naczynka i rumień nie powiększa się.
cena: ok. 40zł


Znacie kosmetyki tej firmy? Co o nich sądzicie?

 
Wszyscy mają Balea, mam i ja! :) W końcu zamówiłam te słynne niemieckie kosmetyki :) Już niedługo recenzje na moim blogu:)

 Na zakończenie chciałabym pochwalić się Wam samoopalaczem, który dostałam do testowania!:) Zawsze o nim marzyłam jednak odrzucała mnie cena, która przekracza 100zł. Teraz w końcu będę mogła wypróbować ten produkt, o którym było głośno na youtube :)

Udanego weekendu kochane! :*
XOXO

zapraszam na mojego Facebooka

czwartek, 5 września 2013

olejek Alterra

Nie ulega wątpliwości, że o olejkach alterry słyszało już pewnie większość blogerek. Kosmetyki tej firmy robią furorę zarówno na YouTube jak i w blogosferze. Są rekomendowane jako naturalna alternatywa dla drogeryjnych kosmetyków posiadających parabeny, SLS itp. Niewiele miałam do czynienia z tymi kosmetykami, ponieważ pierwszym produktem jaki kupiłam był krem do rąk o zapachu granatu, który ogromnie mnie zawiódł i zniechęcił do tej firmy. Kilka miesięcy temu skusiłam się w końcu na słynny olejek do masażu alterry.

Wybrałam mango & papaja
Już na półce w sklepie zachwycił mnie jego zapach!! Świeży, cytrusowy, egzotyczny, delikatnie słodki. Jak dla mnie idealny! 
Drugim powodem dlaczego go kupiłam to skład, który jest naprawdę niezły.

Glycine Soja Oil (olej sojowy), Ricinus Communis Seed Oil (olej rycynowy), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów), Zea Mays Germ Oil (olej kukurydziany), Sesamum Indicum Seed Oil (olej z nasion sezamu), Triticum Vulgare Germ Oil (olej z kiełków pszenicy), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z nasion winogron), Carica Papaya Seed Oil (olej z nasion papai), Olea Europaea Fruit Oil (oliwa z oliwek), Persea Gratissima Oil (olej z awokado), Simmondsia Chinensis Seed Oil (olej jojoba), Parfum, Limonene (substancje zapachowe), Tocopherol (wit. E), Linalool, Geraniol (substancje zapachowe), Helianthus Annuus Seed Oil (olej z nasion słonecznika), Citral, Citronellol, Farnesol (substancje zapachowe). 


Olejek kupiłam z myślą o olejowaniu włosów i nie sądziłam, że będę używała go do czegoś jeszcze.

moje zastosowanie:
  • olejowanie włosów - dużo słyszałam na youtube o olejowaniu włosów i w końcu i ja zdecydowałam się spróbować. Nakładam olejek od połowy włosów do ich końca aby nie obciążać włosów u nasady. Następnie robię koczka i zawijam go folią, aby było cieplej. Fakycznie działanie jest niesamowite. Włosy po stosowaniu wydają się być zdrowsze, gładsze i błyszczące. Polecam!
  • olejek do kąpieli - dodaję ok. 2 łyżki olejku do kąpieli. Tworzy na powierzchni skóry film, który zapobiega TEWL ( transepidermalna ucieczka wody) czyli nie muszę nakładać żadnego balsamu po kąpieli. 
  • natłuszczanie rąk - zwłaszcza w zimę kiedy moje dłonie są wybitnie przesuszone lubię nakładać olejek na dłonie i paznokcie, nadmiar zdejmuję chusteczką higieniczną. Świetnie natłuszcza skórki wokół paznokci!
Wykorzystuję jeszcze zapasy mojego olejku, ale dostępny jest teraz w nowym opakowaniu z pompką i nie mogę doczekać się aż wykorzystam to opakowanie i kupię to nowe, bo jak wiecie uwielbiam opakowania z pompką, dlatego że są o wiele wygodniejsze w użytkowaniu :)
Olejek alterra dostępny jest w rossmannie, cena: ok. 20zł 

Znacie/ używałyście ten olejek? Co o nim sądzicie i do czego go wykorzystujecie?

Na zakończenie chciałabym Wam polecić świetne czasopismo Women's Health, które od niedawna pojawiło się na polskim rynku. Od zawsze czytałam męską wersję, którą kupuje mój chłopak, a teraz nareszcie mam też swoją! :)
Gorąco Wam polecam!

XOXO!

poniedziałek, 2 września 2013

The Body Shop! <3

Jak wiecie jestem wielką fanką The Body Shop!
 Dzisiaj na tapetę bierzemy produkty tej firmy o zapachu grapefruitowym. Od kiedy poczułam ten zapach od razu się w nim zakochałam! Nigdy nie przypuszczałam, że kosmetyki o zapachu grapefruita tak bardzo przypadną mi do gustu. Zazwyczaj wybierałam słodkie zapachy, nigdy cytrusowe a ten po prostu powalił
 mnie na łopatki:D Od zawsze moim ulubionym zapachem z TBS jest papaja i wiele razy wybierałam masło o tym zapachu. Od teraz moim ulubieńcem jest właśnie grapefruit. Jeśli lubicie świeże, cytrusowe zapachy to ten jest właśnie dla Was i musicie go powąchać! 
Pachnie jak świeżo wyciskany sok z grapefruita. Obłędny! :)


 Skład żelu pod prysznic:
Na drugim miejscu widzimy SLS, ale kompletnie mi to nie przeszkadza, ponieważ Cocamidopropyl Betaine łagodzi drażniące działanie anionowych spc, czyli Sodium Laureth Sulfate.
Emolienty tłuste, które zapobiegają wysuszaniu skóry.

Cena: ok. 25zł


 Balsam
Zamknięty jest w plastikowym buteleczce z pompką co jest ogromnym plusem!   
Wchłania się bardzo szybko, zapach utrzymuje się długo na skórze. 
Skład szału nie robi!
Co prawda już na drugim miejscu mamy masło shea. ale ogromną ilość stanowi kompozycja zapachowych i konserwanty.
. Kocham te kosmetyki wyłącznie za ich zapach i chyba tylko dzięki temu mają taką popularność. Masła do ciała mają zdecydowanie lepszy skład, ale na lato są za ciężkie i nadają się tylko zimą. 
Cena: 42,50 zł

Będąc w sklepie po raz pierwszy skusiłam się na produkty do pielęgnacji twarzy. Wybrałam krem pod oczy z witaminą E. Wiele osób zachwalało kosmetyki z tej serii. Jestem bardzo ciekawa jak się sprawdzi!
 Cena: 52,50 zł

Używałyście tych kosmetyków? a może Waszym ulubieńcem jest coś innego? Chętnie dowiem się co Wy lubicie, bo może czegoś jeszcze nie odkryłam :)

Całuje Was mocno! :*